proszę nie używać zaciemniających horyzont eufemizmów w rodzaju „dowód wdzięczności”. „Dowodem wdzięczności” może być list dziękczynny, bukiet kwiatów, dedykacja w publicznym koncercie życzeń, tort wypieczony własnoręcznie, takoż wyhaftowana serwetka, krawat, złote spinki, jak kogoś na nie stać, a nawet flaszka z syropem malinowym z własnych zbiorów. Odrzucenie dowodu wdzięczności jest ambarasujące tak dla dającego, jak i przyjmującego i nie bardzo wiadomo czy pokazanie wręczajacemu drzwi nie stanowiłoby dla niego obrazy. Nie zapominajmy jednak, że zdecydowana większość pacjentow dra Garlickiego zapłaciła wcześniej za usługę medyczną w postaci wieloletnio opłacanej składki ubezpieczenia zdrowotnego.
‚Dowodem wdzięczności’ z pewnością nie jest koperta wypchana wdowim groszem, czy całą wysokoscią emerytury miesięcznej pacjenta. Dr Garlicki nie gardził jednak niczym i zeznania niektórych świadków wskazywaly na to, że uzależniał podjęcie leczenia od wręczenia mu korzyści materialnej. To, za co został skazany (17,7 tys. zł) było urobkiem zaledwie 2 miesięcy jego pracy przed aresztowaniem i gdyby nie zostało utrwalone przez zainstalowaną kamerę w jego gabinecie, opusciłby dr Garlicki salę sądową jako niewinna ofiara „faszystowskich rządów” nastających na niewinnych lekarzy.
Problem udowodnienia czynów korupcyjnych graniczy niemalże z cudem, jeżeli wręczane pieniądze nie są znaczone, lub nie przyłapie się łapowników na gorącym uczynku. Uczestnicy korupcji, którzy nawet poczuli się do niej zmuszeni, są na etapie dochodzenia do prawdy traktowani jako zwykli podejrzani o przestępstwo i nie należy się dziwić, że nie są skłonnni obciążąć zeznaniami samych siebie, ie szczędząc złorzeczeń pod adresem prokuratury. Korupcja jest złem, z którym należy walczyć i w ramach tej walki – surowo karać. W przypadku zaś korupcji lekarzy – negatywna ocena prawna ściśle koreluje, – zważywszy na osoby i okoliczności- z równie negatywną jej oceną moralną.
Retorycznie (?) nieco jednak zapytam: czy cel powinien i może uświęcać środki ? Czy słuszny postulat walki z korupcją uzasadnia stosowanie wszelkich metod i sposobów, także takich do jakich uciekano się w śledztwie p-ko dr G wobec świadków, a o których coraz więcej informacji wychodzi na jaw ?
Słowo „retorycznie” opatrzyłem znakiem zapytania gdyż ja nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości: Nie.
Moim zdaniem, cel nawet najbardziej słuszny i pożądany nie może i nie powinien stanowić alibi dla działań ocierających się o granice bezprawia czy też tą granicę przekraczających ( etyczną ocenę takich działań pomijam choć i ona nie jest bez znaczenia) , tym bardziej gdy dotyczy to działalności organów państwa, które dysponują wystarczającym zasobem legalnych środków do walki z wszelkimi patologiami. Z korupcją także.
Zazanaczam, że pisząc o działaniach ocierających sie o granice bezprawia nie mam na mysli obrony koniecznej ani działania w stanie wyższej konieczności – gdyz w okreslonych granicach – są to działania legalne.
Zgodzić się wypada, że korupcja w Polsce na styku pacjent – publiczna opieka zdrowotna ma przyzwolenie społeczne i jest tolerowana jako wymuszona lub dobrowolna forma dodatkowego opodatkowania się pacjenta na rzecz usługodawcy. Proceder ten ma długą i utrwaloną tradycję podległości zdeterminowanego pacjenta i jego rodziny wobec panów jego życia i zdrowia. Życie nie ma ceny.
Mam pytania do Ewy – Joanny. Czy fakt powszechności kopertówek wręczanych personelowi medycznemu ma miejsce w prywatnej służbie zdrowia? Wręcz przeciwnie, słyszy się, że wiele prywatnych klinik przeprowadza skomplikowane operacje przywracajace i ratujące zdrowie na granicy usług świadczonych charytatywnie (być może również dla zdobycia pozytywnego rozgłosu).
We współczesnej III RP przepustkę na stół operacyjny w publicznym ośrodku leczniczym b.często uzyskuje się poprzez wcześniejszą wizytę u operującego w jego całkiem prywatnym gabinecie, którą opłaca pacjent z własnej kieszeni.
Cała moralna miałkość dra Garlickiego i jego obrońców polega na tym, iż uważają oni, że ‚dowód wdzięczności’ mu się po prostu należał i był traktowany jako należne uznanie niezwykłej rzadkości świadczonych przez niego usług w publicznej – było nie było – służbie zdrowia. Nalęzał mu się jako świeckiemu cudotwórcy. Taką też opinię wyraził wczoraj publicznie jego laudator – bioetyk prof. Jan Hartman, twierdząc, że te udowodnione drobne!!! kwoty łapówek nie są w stanie pomniejszyć zasług cudotwórcy.
niedziela, 31 stycznia 2016
przeszczepy
Ktoś chciał się dowiedzieć, ile przeszczepień serca było w Polsce przed aresztowaniem dr G, a ile po to załączam tekst WW Jędrzejczaka (był opublikowany w Przeglądzie). Dodam tylko, że w ubiegłym roku to było 79 przeszczepień, a kolejka urosła do ponad 400 osób (dane na stronie Poltransplant).
„Bilans Ziobry”
To jest tekst o odpowiedzialności politycznej za podejmowane działania. Jak wiadomo, w lutym 2007 pan Minister Zbigniew Ziobro wspólnie Panem Ministrem Mariuszem Kamińskim spowodowali aresztowanie doktora G. doprowadzając tym samym do zaprzestania funkcjonowania kierowanego przez niego oddziału kardiochirurgii i całkowitej likwidacji prowadzonego w tym oddziale programu transplantacji serca. Zrobili to w sytuacji, w której na taki ratujący życie zabieg w Polsce czekało około 200 osób, z których większość się nie doczekała i umarła. W maju 2007 w rozmowie w z Konradem Piaseckim w Kontrwywiadzie RMF FM zapytany o sprawę doktora G powiedziałem: ?że to jest człowiek, który zrobił w zeszłym roku 1/3 przeszczepów serca w Polsce. Pan minister Ziobro będzie miał pod koniec roku bilans ? jest wiadoma liczba, ile było przeszczepów w ubiegłym roku i o tyle, o ile będzie mniej, powiedzmy, że to będzie 70 procent z tego, to będzie tyle osób, ile pan Ziobro zabił.?
Wtedy wydawało mi się, że mnie trochę poniosło i nawet na piśmie przeprosiłem Pana Ziobrę za zbyt ostre sformułowania. Poza tym było to powiedziane w maju 2007 i nie było wiadomo, czy Pan Minister Ziobro nie zrobił tego, co zrobił jako odpowiedzialny polityk tj. mając gotowe rozwiązanie problemu tj. przygotowany zapasowy oddział, który natychmiast przejmie czynności oddziału, który likwidował. Wkrótce okazało się, że żadne takie rozwiązanie nie zostało przygotowane. Rozumiem trudność podejmowania decyzji: oto pragniemy dopaść i ukarać przestępcę, ale ten przestępca jest człowiekiem ratującym życie innym, którzy bez niego to życie stracą. Co wybrać? Decyzję Pana Ministra Ziobro znamy.
Ale zostało wtedy też zapowiedziane przedstawienie bilansu tej sprawy i pora go dokonać. W roku 2006 wykonano 93 przeszczepienia serca, w tym około 30 wykonał doktor G. W 2007 roku wykonano tylko 64 przeszczepienia, czyli prawie dokładnie o te 30 mniej które wykonywał doktor G. Ponieważ sam Pan Minister Ziobro przedstawiając zarzuty stwierdził, że 1/3 spośród przeszczepień wykonanych przez doktora G kończyła się niepowodzeniem, to znaczyło, że dwie trzecie kończyły się powodzeniem i gdyby doktor G te zabiegi wykonał, życie minimum 20 osobom. Nie zrobił tego na skutek działań pana Ministra Ziobry, który tym samym powinien ponieść moralną i polityczną odpowiedzialność za śmierć 20 osób w samym tylko roku 2007. Ale to nie koniec tej sprawy. Gdyż są jeszcze skutki odległe. Żaden inny ośrodek transplantacyjny nie przejął na siebie działalności ośrodka kierowanego przez dr. G. Po tym ciosie zadanym przez Pana Ziobrę i jego współpracowników polskiej transplantologii serca ona się do tej pory nie podniosła. O ile w latach poprzedzających aresztowanie doktora G wykonywano w Polsce odpowiednio w 2004 roku 104 przeszczepienia, a w roku 2005 95 przeszczepień serca, to w latach następnych po aresztowaniu doktora G odpowiednio w 2008 roku 61 przeszczepień, w 2009 roku 71 przeszczepień, w 2010 roku 79 przeszczepień i w roku 2011 80 przeszczepień. Ktoś może powiedzieć, ze może nie było kandydatów. Otóż liczba oczekujących w poszczególnych miesiącach roku 2007 wahała się pomiędzy 200 a 265 osób, w 2008 pomiędzy 164-238, a w 2009 pomiędzy 195 a 253 i podobnie w latach następnych. Ta liczba się zmieniała, a jeszcze bardziej zmieniały się osoby, które oczekiwały, gdyż część chorych otrzymywała przeszczep, ale większość po prostu umierała. Bilans netto tej sprawy za trzy lata urósł do 62 (2/3 różnicy pomiędzy liczbą udanych zabiegów przez trzy lata przed i trzy lata po aresztowaniu doktora G) nieboszczyków, a za pięć lat do już ponad 100. I problem trwa, gdyż Polska nadal nie osiągnęła tych blisko 100 zabiegów rocznie wykonywanych przed aresztowaniem doktora G.
Przyjmując najbardziej korzystną dla Pana Ministra Ziobry interpretację sytuacji, z którą się miał zmierzyć, a więc interpretację, że rzeczywiście były uzasadnione podejrzenia znaczącej korupcji (czego póki co sąd nie potwierdza, a wiadomo, że dowody zbierano głównie po aresztowaniu a nie przed), że rzeczywiście były uzasadnione podejrzenia popełnienia błędu w sztuce ze skutkiem śmiertelnym pozostaje pytanie, czy to wszystko uzasadnia pozbawienie 150 ludzi szans na uratowanie życia przeszczepieniem serca, a 100 ludzi na nieuratowanie im życia? Temida powinna być ślepa, ale Temida trzyma w ręku wagę o dwóch szalkach, a nie jednej. I elementarnym obowiązkiem pana Ziobry było uwzględnienie wszystkich skutków swojego działania. Uwzględnienie ?drugiej szalki?.
W chwili decyzji przez Pana Ziobrę i jego współpracowników wszystkie fakty odnośnie ilościowego znaczenia tego co robił doktor G w polskiej kardiochirurgii były znane i tylko szaleniec mógł ich nie brać pod uwagę. A skutki tej decyzji obejmowały przejściową likwidację ośrodka kardiochirurgicznego w szpitalu MSWiA i kolosalne marnotrawstwo, gdyż oddział taki posługuje się niezwykle kosztowną aparaturą, która na dłuższy okres wylądowała w magazynie i wbrew licznym komentarzom sama nie operowała chorych (za co do tej pory nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności). W takiej sytuacji, jeśli polityk decyduje się na działanie eliminujące jedną osobę ratującą życie musi mieć gotowe rozwiązanie: osobę, czy instytucję, która ją natychmiast zastąpi. Po to ma władzę, aby to zrobił.
Nie mnie jest rozstrzygać o niewinności (lub winie) doktora G. Ale jakim prawem polityk skazał na śmierć 150 niewinnych osób, a w odniesieniu do 100 z nich ten wyrok wykonał? A jest to zupełnie minimalna ocena skutków działania tego polityka. Gdyż doktor G. wykonywał setki innych ratujących życie operacji kardiochirurgicznych, które też nie zostały przez nikogo wykonane i chorzy zmarli. W odróżnieniu od przeszczepień serca nie mam tu twardych danych dotyczących liczb tych operacji, więc ich nie uwzględniłem w tym bilansie.
Prof. dr hab. med. Wiesław Wiktor Jędrzejczak
Te same dane w tabeli (źródło: Poltransplant)
„Bilans Ziobry”
To jest tekst o odpowiedzialności politycznej za podejmowane działania. Jak wiadomo, w lutym 2007 pan Minister Zbigniew Ziobro wspólnie Panem Ministrem Mariuszem Kamińskim spowodowali aresztowanie doktora G. doprowadzając tym samym do zaprzestania funkcjonowania kierowanego przez niego oddziału kardiochirurgii i całkowitej likwidacji prowadzonego w tym oddziale programu transplantacji serca. Zrobili to w sytuacji, w której na taki ratujący życie zabieg w Polsce czekało około 200 osób, z których większość się nie doczekała i umarła. W maju 2007 w rozmowie w z Konradem Piaseckim w Kontrwywiadzie RMF FM zapytany o sprawę doktora G powiedziałem: ?że to jest człowiek, który zrobił w zeszłym roku 1/3 przeszczepów serca w Polsce. Pan minister Ziobro będzie miał pod koniec roku bilans ? jest wiadoma liczba, ile było przeszczepów w ubiegłym roku i o tyle, o ile będzie mniej, powiedzmy, że to będzie 70 procent z tego, to będzie tyle osób, ile pan Ziobro zabił.?
Wtedy wydawało mi się, że mnie trochę poniosło i nawet na piśmie przeprosiłem Pana Ziobrę za zbyt ostre sformułowania. Poza tym było to powiedziane w maju 2007 i nie było wiadomo, czy Pan Minister Ziobro nie zrobił tego, co zrobił jako odpowiedzialny polityk tj. mając gotowe rozwiązanie problemu tj. przygotowany zapasowy oddział, który natychmiast przejmie czynności oddziału, który likwidował. Wkrótce okazało się, że żadne takie rozwiązanie nie zostało przygotowane. Rozumiem trudność podejmowania decyzji: oto pragniemy dopaść i ukarać przestępcę, ale ten przestępca jest człowiekiem ratującym życie innym, którzy bez niego to życie stracą. Co wybrać? Decyzję Pana Ministra Ziobro znamy.
Ale zostało wtedy też zapowiedziane przedstawienie bilansu tej sprawy i pora go dokonać. W roku 2006 wykonano 93 przeszczepienia serca, w tym około 30 wykonał doktor G. W 2007 roku wykonano tylko 64 przeszczepienia, czyli prawie dokładnie o te 30 mniej które wykonywał doktor G. Ponieważ sam Pan Minister Ziobro przedstawiając zarzuty stwierdził, że 1/3 spośród przeszczepień wykonanych przez doktora G kończyła się niepowodzeniem, to znaczyło, że dwie trzecie kończyły się powodzeniem i gdyby doktor G te zabiegi wykonał, życie minimum 20 osobom. Nie zrobił tego na skutek działań pana Ministra Ziobry, który tym samym powinien ponieść moralną i polityczną odpowiedzialność za śmierć 20 osób w samym tylko roku 2007. Ale to nie koniec tej sprawy. Gdyż są jeszcze skutki odległe. Żaden inny ośrodek transplantacyjny nie przejął na siebie działalności ośrodka kierowanego przez dr. G. Po tym ciosie zadanym przez Pana Ziobrę i jego współpracowników polskiej transplantologii serca ona się do tej pory nie podniosła. O ile w latach poprzedzających aresztowanie doktora G wykonywano w Polsce odpowiednio w 2004 roku 104 przeszczepienia, a w roku 2005 95 przeszczepień serca, to w latach następnych po aresztowaniu doktora G odpowiednio w 2008 roku 61 przeszczepień, w 2009 roku 71 przeszczepień, w 2010 roku 79 przeszczepień i w roku 2011 80 przeszczepień. Ktoś może powiedzieć, ze może nie było kandydatów. Otóż liczba oczekujących w poszczególnych miesiącach roku 2007 wahała się pomiędzy 200 a 265 osób, w 2008 pomiędzy 164-238, a w 2009 pomiędzy 195 a 253 i podobnie w latach następnych. Ta liczba się zmieniała, a jeszcze bardziej zmieniały się osoby, które oczekiwały, gdyż część chorych otrzymywała przeszczep, ale większość po prostu umierała. Bilans netto tej sprawy za trzy lata urósł do 62 (2/3 różnicy pomiędzy liczbą udanych zabiegów przez trzy lata przed i trzy lata po aresztowaniu doktora G) nieboszczyków, a za pięć lat do już ponad 100. I problem trwa, gdyż Polska nadal nie osiągnęła tych blisko 100 zabiegów rocznie wykonywanych przed aresztowaniem doktora G.
Przyjmując najbardziej korzystną dla Pana Ministra Ziobry interpretację sytuacji, z którą się miał zmierzyć, a więc interpretację, że rzeczywiście były uzasadnione podejrzenia znaczącej korupcji (czego póki co sąd nie potwierdza, a wiadomo, że dowody zbierano głównie po aresztowaniu a nie przed), że rzeczywiście były uzasadnione podejrzenia popełnienia błędu w sztuce ze skutkiem śmiertelnym pozostaje pytanie, czy to wszystko uzasadnia pozbawienie 150 ludzi szans na uratowanie życia przeszczepieniem serca, a 100 ludzi na nieuratowanie im życia? Temida powinna być ślepa, ale Temida trzyma w ręku wagę o dwóch szalkach, a nie jednej. I elementarnym obowiązkiem pana Ziobry było uwzględnienie wszystkich skutków swojego działania. Uwzględnienie ?drugiej szalki?.
W chwili decyzji przez Pana Ziobrę i jego współpracowników wszystkie fakty odnośnie ilościowego znaczenia tego co robił doktor G w polskiej kardiochirurgii były znane i tylko szaleniec mógł ich nie brać pod uwagę. A skutki tej decyzji obejmowały przejściową likwidację ośrodka kardiochirurgicznego w szpitalu MSWiA i kolosalne marnotrawstwo, gdyż oddział taki posługuje się niezwykle kosztowną aparaturą, która na dłuższy okres wylądowała w magazynie i wbrew licznym komentarzom sama nie operowała chorych (za co do tej pory nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności). W takiej sytuacji, jeśli polityk decyduje się na działanie eliminujące jedną osobę ratującą życie musi mieć gotowe rozwiązanie: osobę, czy instytucję, która ją natychmiast zastąpi. Po to ma władzę, aby to zrobił.
Nie mnie jest rozstrzygać o niewinności (lub winie) doktora G. Ale jakim prawem polityk skazał na śmierć 150 niewinnych osób, a w odniesieniu do 100 z nich ten wyrok wykonał? A jest to zupełnie minimalna ocena skutków działania tego polityka. Gdyż doktor G. wykonywał setki innych ratujących życie operacji kardiochirurgicznych, które też nie zostały przez nikogo wykonane i chorzy zmarli. W odróżnieniu od przeszczepień serca nie mam tu twardych danych dotyczących liczb tych operacji, więc ich nie uwzględniłem w tym bilansie.
Prof. dr hab. med. Wiesław Wiktor Jędrzejczak
Te same dane w tabeli (źródło: Poltransplant)
przypuszczenie
Mam swoje przypuszczenia, że nieprzypadkowo III RP przydzieliła sprawę Wielkiego Kardiologa i Łapówkarza sędziemu Igorowi Tuleyi. Znalazł się oto odpowiedni sędzia, który potraktował dra Garlickiego nie tylko niezwykle łagodnie, ale i całkiem symboliczny wyrok dodatkowo złagodził swym komentarzem srogo piętnującym nie powszechną korupcję, która się o to wręcz przy okazji tego procesu prosiła!, ile gorliwość instytucji państwa, które wydaly jej zdecydowaną i bezpardonową walkę!
W ten oto sposób sędzia Tuleya przesunął całkiem świadomie akcenty procesu, obniżając społeczną wagę zmory łapownictwa i obciążył za nią nie tych, którzy traktowali ją jak swój chleb powszedni, ale tych, którym nie zabrakło determinacji, by tę zarazę zwalczać! „Przede wszystkim potrzebna jest dobra ekipa, jak ta z którą miałem okazję pracować. Nie robi się całościowych reform przy słabej merytorycznie ekipie. Nawet genialny człowiek (a tacy się zdarzają rzadko) nie jest w stanie pojąć szczegółów wszystkich niezbędnych rozwiązań. Musi więc mieć znakomitych współpracowników i podejmować decyzje w dużej mierze na zasadzie zaufania do nich. Jesli ma słabą ekipę, to albo będzie się nadziewał na miny, albo nic nie zrobi w obawie, że się nadzieje na minę. Gdy mówimy o merytorycznych specjalistach to proszę popatrzeć, czym się zajmują instytuty, które mają poszczególne partie polityczne. Idą na to duże pieniądze podatników. Za te pieniądze mozna by zatrudnić dobrych fachowców, tak aby były na czas rozwiązania. A jacy ludzie stoją na czele tych instytutów i czym te instytuty się zajmują?
PR wszystkiego nie zastąpi. Co więcej, jest ryzykowny na dłuższą metę. Im więcej PR, przy nie najlepszej polityce, tym gorsze rezultaty polityczne na dłuższą metę.”
Mój komentarz
Wiadomo, dobra ekipa, to najważniejszy warunek powodzenia. A coś więcej, panie profesorze?
Jak powiedział kiedyś w Polsce JP2, gdy mu śpiewano „Sto lat” – łatwiej zaśpiewać niż wykonać. To samo jest z ekonomistami – łatwiej teoretyzować niż wdrażać konkretne pomysły.
Gdy przychodzi co do czego, to konkretnych pomysłów malutko, a te które przedstawiają projektanci zmian można o kant stołu rozbić z wielu powodów, a przede wszystkim z jednego – ekonomia, to także polityka, a rynek, to nie zbiór super przewidywalnych podmiotów, a społeczeństwo, to nie zbiór robotów reagujących parametrycznie na decyzje teoretyków.
To powyższe krytyczne moje zdanie o Balcerowiczu nie świadczy o tym, że Tusk w przeciwieństwie do tego ekonomisty ma pomysły na reformy. Bo nie ma, a co gorsza ich nie szuka, a jeśli nawet szuka, to jakoś nie chce tego wyznać obywatelom.
I tym sposobem, w obliczu posuchy inwencyjnej, do głosu mogą dojść politycy lub kandydaci na polityków, którzy są w stanie w każdej sytuacji rzucać pomysłami jak z rękawa. Na to zawsze znajdą się chętni, by błyszczeć choćby przez 5 minut.
Sędzia Tuleya zaprzepaścił tym samym i całkowicie wypaczył aspekt tego procesu i osłabił jego edukacyjny wydźwięk. Zniwelował odstraszający i profilaktyczny wymiar kary. Wymiar sprawiedliwości w osobie Igora Tuleyi wziął w obronę przestępców (zdeterminowanych dających i zdemoralizowanych biorących) i skarcił aparat ścigania przestępców. To przesunięcie akcetów ma oczywiscie swój wymiar i walor polityczny. Tu sędzia Tuleya mógł liczyć na wsparcie licznych pomocników – wrogów IV RP i wrogów państwa wolnego od zarazy korupcji, układzików, koneksji, poplecznictwa, nepotyzmu i niejasnych kryteriów, na których żyznym gruncie kwitnie selekcja negatywna jak kwiaty kąkolu wśród łanów zboża. Jej efektem i dorodnym owocem jest dzisiaj sędzia Igor Tuleya – nieodrodny syn III RP.
A przecież korupcja jest w Polsce zjawiskiem wszechobecnym i niezwykle groźnym. To polska dżuma. Jej oddziaływanie nie dotyczy bynajmniej tylko relacji pacjent – lekarz. Ma ona miejsce wszędzie i towarzyszy załatwianiu wielu spraw wymagajacych kupowanej przez petenta przycholności urzędniczej – od tych drobnych spraw urzędowych (pozwoleń, zezwoleń, koncesji, licencji), objawia się przy smarowaniu przez koncerny farmaceutyczne rzeszy lekarzy za promowanie konkretnych leków, szeroko wlewa się w sferę zamówień publicznych i wszelkie procesy prywatyzacyjne, ma miejsce przy lobbowaniu przy stanowieniu prawa (kupowania ustaw), dotyczy prowizji przy umowach na dostawy, roboty, usługi, itd., itp. Korupcja zżera zdrową tkankę społeczną, niweczy przedsiebiorczość, niszczy konkurencyjność, zaprzecza logice i sensowi ponoszenia wysiłku intelektualnego, torując drogę nędzy intelektualnej i moralnej.
W jej wyniku bogacą się wybrane jednostki (dzisiaj są to beneficjenci III RP) kosztem milionów obywateli. W wymiarze finanowym budżet państwa ponosi krociowe straty liczone rocznie w miliardy zł.
Sędzia Igor Tuleya pomylił najwyraźniej rolę sprawiedliwego sędziego z rolą oskarżyciela posiłkowego IV RP i w efekcie żonglerki politycznej, którą ukwiecił orzeczenie, stanął był po stronie przestępców przeciwko tym, którzy ośmielili się podnieść na nich rekę sprawiedliwości.
W ten oto sposób sędzia Tuleya przesunął całkiem świadomie akcenty procesu, obniżając społeczną wagę zmory łapownictwa i obciążył za nią nie tych, którzy traktowali ją jak swój chleb powszedni, ale tych, którym nie zabrakło determinacji, by tę zarazę zwalczać! „Przede wszystkim potrzebna jest dobra ekipa, jak ta z którą miałem okazję pracować. Nie robi się całościowych reform przy słabej merytorycznie ekipie. Nawet genialny człowiek (a tacy się zdarzają rzadko) nie jest w stanie pojąć szczegółów wszystkich niezbędnych rozwiązań. Musi więc mieć znakomitych współpracowników i podejmować decyzje w dużej mierze na zasadzie zaufania do nich. Jesli ma słabą ekipę, to albo będzie się nadziewał na miny, albo nic nie zrobi w obawie, że się nadzieje na minę. Gdy mówimy o merytorycznych specjalistach to proszę popatrzeć, czym się zajmują instytuty, które mają poszczególne partie polityczne. Idą na to duże pieniądze podatników. Za te pieniądze mozna by zatrudnić dobrych fachowców, tak aby były na czas rozwiązania. A jacy ludzie stoją na czele tych instytutów i czym te instytuty się zajmują?
PR wszystkiego nie zastąpi. Co więcej, jest ryzykowny na dłuższą metę. Im więcej PR, przy nie najlepszej polityce, tym gorsze rezultaty polityczne na dłuższą metę.”
Mój komentarz
Wiadomo, dobra ekipa, to najważniejszy warunek powodzenia. A coś więcej, panie profesorze?
Jak powiedział kiedyś w Polsce JP2, gdy mu śpiewano „Sto lat” – łatwiej zaśpiewać niż wykonać. To samo jest z ekonomistami – łatwiej teoretyzować niż wdrażać konkretne pomysły.
Gdy przychodzi co do czego, to konkretnych pomysłów malutko, a te które przedstawiają projektanci zmian można o kant stołu rozbić z wielu powodów, a przede wszystkim z jednego – ekonomia, to także polityka, a rynek, to nie zbiór super przewidywalnych podmiotów, a społeczeństwo, to nie zbiór robotów reagujących parametrycznie na decyzje teoretyków.
To powyższe krytyczne moje zdanie o Balcerowiczu nie świadczy o tym, że Tusk w przeciwieństwie do tego ekonomisty ma pomysły na reformy. Bo nie ma, a co gorsza ich nie szuka, a jeśli nawet szuka, to jakoś nie chce tego wyznać obywatelom.
I tym sposobem, w obliczu posuchy inwencyjnej, do głosu mogą dojść politycy lub kandydaci na polityków, którzy są w stanie w każdej sytuacji rzucać pomysłami jak z rękawa. Na to zawsze znajdą się chętni, by błyszczeć choćby przez 5 minut.
Sędzia Tuleya zaprzepaścił tym samym i całkowicie wypaczył aspekt tego procesu i osłabił jego edukacyjny wydźwięk. Zniwelował odstraszający i profilaktyczny wymiar kary. Wymiar sprawiedliwości w osobie Igora Tuleyi wziął w obronę przestępców (zdeterminowanych dających i zdemoralizowanych biorących) i skarcił aparat ścigania przestępców. To przesunięcie akcetów ma oczywiscie swój wymiar i walor polityczny. Tu sędzia Tuleya mógł liczyć na wsparcie licznych pomocników – wrogów IV RP i wrogów państwa wolnego od zarazy korupcji, układzików, koneksji, poplecznictwa, nepotyzmu i niejasnych kryteriów, na których żyznym gruncie kwitnie selekcja negatywna jak kwiaty kąkolu wśród łanów zboża. Jej efektem i dorodnym owocem jest dzisiaj sędzia Igor Tuleya – nieodrodny syn III RP.
A przecież korupcja jest w Polsce zjawiskiem wszechobecnym i niezwykle groźnym. To polska dżuma. Jej oddziaływanie nie dotyczy bynajmniej tylko relacji pacjent – lekarz. Ma ona miejsce wszędzie i towarzyszy załatwianiu wielu spraw wymagajacych kupowanej przez petenta przycholności urzędniczej – od tych drobnych spraw urzędowych (pozwoleń, zezwoleń, koncesji, licencji), objawia się przy smarowaniu przez koncerny farmaceutyczne rzeszy lekarzy za promowanie konkretnych leków, szeroko wlewa się w sferę zamówień publicznych i wszelkie procesy prywatyzacyjne, ma miejsce przy lobbowaniu przy stanowieniu prawa (kupowania ustaw), dotyczy prowizji przy umowach na dostawy, roboty, usługi, itd., itp. Korupcja zżera zdrową tkankę społeczną, niweczy przedsiebiorczość, niszczy konkurencyjność, zaprzecza logice i sensowi ponoszenia wysiłku intelektualnego, torując drogę nędzy intelektualnej i moralnej.
W jej wyniku bogacą się wybrane jednostki (dzisiaj są to beneficjenci III RP) kosztem milionów obywateli. W wymiarze finanowym budżet państwa ponosi krociowe straty liczone rocznie w miliardy zł.
Sędzia Igor Tuleya pomylił najwyraźniej rolę sprawiedliwego sędziego z rolą oskarżyciela posiłkowego IV RP i w efekcie żonglerki politycznej, którą ukwiecił orzeczenie, stanął był po stronie przestępców przeciwko tym, którzy ośmielili się podnieść na nich rekę sprawiedliwości.
wtorek, 17 marca 2015
te zyski
Przez ostatnie 5 lat - (2008-2012) zysk/akcję wzrósł w spółce o 300%. Maksymalnie akcje kosztowały już ok.19 zł, a co dzieje się teraz z kursem? Toż to szok dla tych, co zainwestowali długotrminowo. Widzieliśmy już na GPW, nawet i większe spadki, ale bywało to w spólkach, które ogłaszały upadłość. W sytuacji jak się dogadywały z wierzycielami, kurs mocno odbijał. To co się dzieje z kursem CRM nie można porównywać z żadna inną spółka. Ludzie inwestująć na dłużej, utopili z CRM kupę kasy. Natomiast Ci, których pan prezes "uszczęśliwił" akcjami z nowej prywatnej emisji po 12,2 zł, zapewne przeklinają dzień, w którym tak dali się ubrać. Spadek kursu przez 9 m-cy z 16.5 zł do ok. 8,7 zł. Takiej sytuacji to nawet zagorzali pesymiści nie przewidzieli. A,że jest jeszcze z czego spadać, to może lecieć niżej, mimo że WIG osiąga kolejne szczyty. Ten cały naukowiec żąda od spółki 20 mln. zł. Toż to 30% więcej niż zask CRM za ubiegły rok. To jakiś absurd. Jak pójdzie do sądu to jeszcze będzie gorzej, bo zablokuje produkcję analizatora. Skutkiem tego może doprowadzić do upadłości, a wtedy zapewne znajdą sie chętni do przejęcia, bo Cormay z analizatorem to . To byłaby nauczka dla prezesa za całokształt jego działalności. To, że za nieudolność prezesa i zarządu odnośnie uzgodnień do umowy z panem Warchulskim mają płacić miejszościowi akcjonariusze, to jest granda. Powinno sie ich podać do sądu za poniesione straty w kursie akcji. Pan prezes spieniężył duże pakiety akcji i zarobił na tym kupę kasy, więc ma na wyrównanie strat pozostałym akcjonariuszom. To, że za nieudolność prezesa i zarządu odnośnie uzgodnień do umowy z panem mają płacić miejszościowi akcjonariusze, to jest granda. Powinno sie ich podać do sądu za poniesione straty w kursie akcji. Pan prezes spieniężył duże pakiety akcji i zarobił na tym kupę kasy, więc ma na wyrównanie strat pozostałym akcjonariuszom. Tylko współczuć tym, co utopili tu kasę i pewnie nigdy jej nie odrobią. Bo ileż można czekać na wzrtość kursu jaka była. Wydawałoby się, że na takiej perspektywicznej spółce ryzyko powinno być niższe niż np. na upadających bankrutach. Prawda okazała się zaskakująca dla wielu, stąd też takie rozgoryczenie inwestorów. Porażka - to moja największa wtopa od początku realnych inwestycji na GPW. Z wielkich obietnic pozostały jedynie wspomnienia.
Nie znalazłem nawet jasnej i klarownej informacji, która uzasadniałaby te spadki. Jedynie lakoniczna nota na pewnym serwisie w artykule: Trwa przecena Cormay - Czy powodem przeceny są przedłużające się prace nad Blue-Boksem
Nie znalazłem nawet jasnej i klarownej informacji, która uzasadniałaby te spadki. Jedynie lakoniczna nota na pewnym serwisie w artykule: Trwa przecena Cormay - Czy powodem przeceny są przedłużające się prace nad Blue-Boksem
wtorek, 20 stycznia 2015
zestaw
Jak w grze komputerowej, ciekawe kiedy będzie można kupić sobie drugie lub trzecie życie. Na razie można stworzyć życie czyt. kupić sobie albo niedługo dostać w gratisie od państwa. Jak w sklepie..... po promocji. Ludzie opamiętajcie się.... Tyle niechcianych i smutnych dzieci czeka w domach dziecka... Potraficie tylko brać, a nie dawać coś drugiemu człowiekowi bielizny. Znam problem bardzo dogłębnie, ponieważ jestem ojcem adopcyjnego dziecka i uwierzcie mi, że nigdy nie zdecydowałbym się na IN VITRO, chociaż kiedyś miałem wątpliwości, dziś wiem, że trzeba brać to co daje nam życie, a nie na siłę zmieniać czyt. kupować. Ciekawe czy powiecie kiedyś swoim dzieciom, że zrobiliście je w laboratorium.... i ile kosztowały po promocji? Moi znajomi też podchodzili do in vitro- 3 razy. Żadna próba nie przyniosła efektów. Za to półtorej roku po ostatnim zabiegu koleżanka dowiedziała się, że spodziewa się dziecka. Wtedy kiedy trafiła na dobrego lekarza, wtedy kiedy pogodziła się z myślą, że będzie ich tylko dwoje zaszła naturalnie w ciążę :) Mają teraz śliczne maleństwo i aż łzy mam w oczach ile musieli przejść aby doczekać się tego słodkiego skarba. Dlatego jestem przeciw in vitro. Zgodnie z moją wiarą człowiek staje sie człowiekiem w momencie poczęcia - otrzymuje wtedy duszę. Z tego co napisałaś wynika, że w wyniku pragnienia twoich znajomych zginęła trójka dzieciaczków. Dlatego właśnie to tyle kontrowersji. Jak w grze komputerowej, ciekawe kiedy będzie można kupić sobie drugie lub trzecie życie bielizny. Na razie można stworzyć życie czyt. kupić sobie albo niedługo dostać w gratisie od państwa. Jak w sklepie..... po promocji. Ludzie opamiętajcie się.... Tyle niechcianych i smutnych dzieci czeka w domach dziecka... Potraficie tylko brać, a nie dawać coś drugiemu człowiekowi. Znam problem bardzo dogłębnie, ponieważ jestem ojcem adopcyjnego dziecka i uwierzcie mi, że nigdy nie zdecydowałbym się na IN VITRO, chociaż kiedyś miałem wątpliwości, dziś wiem, że trzeba brać to co daje nam życie, a nie na siłę zmieniać czyt. kupować. Ciekawe czy powiecie kiedyś swoim dzieciom, że zrobiliście je w laboratorium.... i ile kosztowały po promocji? Dlaczego ktoś ma decydować za mnie co jest dla mnie najlepsze - jeśli chcę poddać się leczeniu in-vitro to się podda, jeśli nie to adoptuję - dlaczego wszyscy uwielbiają pchać paluchy w nie swoje życie - mam prawo zadecydować czy chcę mieć własne dziecko.

Bóg dał nam wolną wolę i możemy sami wybierać co i jak chcemy zrobić - jakim prawem zmieniacie wolę Boga i sami zaczynacie się w niego bawić mówiąc nam co jest dla nas dobre a co złe - jeśli Bóg by nie chciał byśmy dokonywali własnych wyborów to by nam nie dał wolnej woli. In-vitro to nie jest tak że człowiek idzie jak do sklepu i mówi po proszę dziecko - to jest trudna droga, trzeba mieć dużo siły i najczęściej właśnie te dzieci są najbardziej kochane. Czy ktoś widział albo słyszał żeby para w bieliznę (kobieta) po in-vitro nie chciała dziecka, oddała je do adopcji czy też może wyrzuciła do śmieci - a po naturalnych ciążach takich przypadków jest ogrom . Może właśnie niepłodność to znak od Boga że już za dużo niechcianych, niekochanych i porzucanych dzieci i właśnie trzeba przejść dłuższą drogę by nauczyć się kochać własne dziecko. Kościół dzisiaj przed każdym sakramentem robi nie wiadomo jak duże nauki, trzeba chodzić i non stop się modlić więc może to wola Boga byśmy też pokazali że bardzo nam zależy stworzyć życie po to by je kochać a nie tak przez przypadek. In-vitro to tylko metoda leczenia, nie patrzmy na to jak na nie wiadomo co.

Bóg dał nam wolną wolę i możemy sami wybierać co i jak chcemy zrobić - jakim prawem zmieniacie wolę Boga i sami zaczynacie się w niego bawić mówiąc nam co jest dla nas dobre a co złe - jeśli Bóg by nie chciał byśmy dokonywali własnych wyborów to by nam nie dał wolnej woli. In-vitro to nie jest tak że człowiek idzie jak do sklepu i mówi po proszę dziecko - to jest trudna droga, trzeba mieć dużo siły i najczęściej właśnie te dzieci są najbardziej kochane. Czy ktoś widział albo słyszał żeby para w bieliznę (kobieta) po in-vitro nie chciała dziecka, oddała je do adopcji czy też może wyrzuciła do śmieci - a po naturalnych ciążach takich przypadków jest ogrom . Może właśnie niepłodność to znak od Boga że już za dużo niechcianych, niekochanych i porzucanych dzieci i właśnie trzeba przejść dłuższą drogę by nauczyć się kochać własne dziecko. Kościół dzisiaj przed każdym sakramentem robi nie wiadomo jak duże nauki, trzeba chodzić i non stop się modlić więc może to wola Boga byśmy też pokazali że bardzo nam zależy stworzyć życie po to by je kochać a nie tak przez przypadek. In-vitro to tylko metoda leczenia, nie patrzmy na to jak na nie wiadomo co.
poniedziałek, 15 grudnia 2014
przemieszczanie
Sędziowie są jedną z nielicznych grup w Polsce, którzy reagują na złe rozwiązania prawne na etapie tworzenia prawa. Niestety norma jest, że reakcja społeczna, medialna jest dopiero w momencie kiedy nowe prawo zaczyna działać. Oczywiście "wolnym" mediom (władzy)taka postawa sprzeciwu wobec ograniczania samorządu sędziowskiego będącego podstawą niezawisłości sądów jest nie w smak. Tytuł tendencyjny.Z jednej strony faktycznie co jak co, ale akt nie powinni wozić zbiorkomem, bo to po prostu ryzykowna. Z drugiej - co jeśli sędzia nie ma auta? Znam SO na eksponowanym stanowisku, która nie ma nawet prawa jazdy. Za taksówkę im zwracać czy szofera zapewnić? Proszę nie generalizować (chodzi o negatywne wypowiedzi). Jestem sędzią w Warszawie,jeżdżę tramwajem i autobusem,a jak zabieram akta do domu (jeśli jest taka konieczność) jadę taksówką, za którą płacę. Nikt mi za nic nie zwraca. Mam koleżanki i kolegów , którzy pracują podobnie jak ja. Na domiar takich, którzy dojeżdżają koleją w bieliźnie podmiejską z podwarszawskich miejscowości. Nie widzę problemu w tym, gdybym spotkała w środku komunikacji publicznej jakąś stronę postępowania czy pełnomocnika (przecież z nikim się nic wtedy nie ustala).
zdjęcie z mojafantazja
Po co ten cały szum który codziennie najczęściej jeździ do Sądu autobusem, a teraz oznacza to, że zdaniem Iustitii systematycznie i z premedytacją narusza powagę zawodu sędziego. Ja rozumiem o co mądralom z tej całej Iustitii chodzi - nieprzyjemnie się jeździ do pracy razem z pogardzanymi płacowo pracownikami sądów, dla nie to chyba .Cóż, nie udało się "obciąć" ustawowej rewaloryzacji płac, trzeba więc "zaoszczędzić" na czymś innym, bo ten rząd lubi "obcinać". Wszystkim, tylko nie sobie. Zwłaszcza, że Państwo Posłowie bielizny sporo ostatnio wydali na przejazdy... Tymczasem nic nie słychać o "oszczędnościach" na płacach w ministerstwie, gdzie wielu jest takich, którzy z dodatkami zarabiają więcej, niż premier.ta zmiana to wspieranie korupcji. Sędzia zdaniem rządu ma mieszkać w swoim powiatowym miasteczku i być częścią lokalnej sitwy. Jak myślicie zwykły Kowalski straci na takim układzie czy zyska? We Francji nie tylko sędziowie, ale wszyscy ważniejsi urzędnicy są przenoszeni na koszt państwa na drugi koniec kraju - po to, żeby nie było lokalnych układów i układzików, które wprost prowadzą do korupcji. Rozumiem, że Polski nie stać na takie koszty. W przypadku sędziów wyjściem z sytuacji był zwrot kosztów dojazdu. Sędziów wręcz zachęcano, aby nie mieszkali w miejscach, w których pracują. Masa ludzi tak zrobiła i teraz dowiadują się, że zostali z ręką w nocniku, bo urzędasy w ministerstwie zmieniły zdanie o ładnej bieliźnie. Zwracanie sędziom za dojazdy podatnikom naprawdę się opłaca! Ja mam tylko jedno pytanie: czy to jest zemsta za skazanie za zegarek pewnego posła? Bo posłowie rządzącej koalicji byli wyraźnie zawiedzeni surowością wyroku...?
zdjęcie z mojafantazjaPo co ten cały szum który codziennie najczęściej jeździ do Sądu autobusem, a teraz oznacza to, że zdaniem Iustitii systematycznie i z premedytacją narusza powagę zawodu sędziego. Ja rozumiem o co mądralom z tej całej Iustitii chodzi - nieprzyjemnie się jeździ do pracy razem z pogardzanymi płacowo pracownikami sądów, dla nie to chyba .Cóż, nie udało się "obciąć" ustawowej rewaloryzacji płac, trzeba więc "zaoszczędzić" na czymś innym, bo ten rząd lubi "obcinać". Wszystkim, tylko nie sobie. Zwłaszcza, że Państwo Posłowie bielizny sporo ostatnio wydali na przejazdy... Tymczasem nic nie słychać o "oszczędnościach" na płacach w ministerstwie, gdzie wielu jest takich, którzy z dodatkami zarabiają więcej, niż premier.ta zmiana to wspieranie korupcji. Sędzia zdaniem rządu ma mieszkać w swoim powiatowym miasteczku i być częścią lokalnej sitwy. Jak myślicie zwykły Kowalski straci na takim układzie czy zyska? We Francji nie tylko sędziowie, ale wszyscy ważniejsi urzędnicy są przenoszeni na koszt państwa na drugi koniec kraju - po to, żeby nie było lokalnych układów i układzików, które wprost prowadzą do korupcji. Rozumiem, że Polski nie stać na takie koszty. W przypadku sędziów wyjściem z sytuacji był zwrot kosztów dojazdu. Sędziów wręcz zachęcano, aby nie mieszkali w miejscach, w których pracują. Masa ludzi tak zrobiła i teraz dowiadują się, że zostali z ręką w nocniku, bo urzędasy w ministerstwie zmieniły zdanie o ładnej bieliźnie. Zwracanie sędziom za dojazdy podatnikom naprawdę się opłaca! Ja mam tylko jedno pytanie: czy to jest zemsta za skazanie za zegarek pewnego posła? Bo posłowie rządzącej koalicji byli wyraźnie zawiedzeni surowością wyroku...?
niedziela, 7 grudnia 2014
żywność
List podpisali naukowcy, co dodaje mu wagi a pozniej ze inni naukowcy (Ci za GMO) nie dodaja wagi swojemu argumentowi poniewaz mozna sie z nimi spierac. poziomem, rzeczowością i spokojem jego odpowiedzi. Panowie MR i WZ muszą się jeszcze wiele nauczyć. Cieszy mnie bardzo, że potrafił Pan tak szybko i skutecznie rozprawić się z całą tą maskaradą. Pana rozsądek i umiejętność argumentacji są wystarczającą gwarancją jakości, choć czego nie zauważają panowie MR i WZ, o niczym Pan nie przesądza, a jedynie zachęca do poznania innego stanowiska.Są kraje, gdzie małe dzieci chorują ze względu na niedobór wit. A. Jeden z koncernów zaproponował tym krajom GMO ryżu ( tzw. złoty ryż ) zawierający beta karoten.
Zamiast tego można było zaproponować zwyczajną marchew – zawiera 3 – 4 razy więcej beta karotenu no i plony jej z 1 ha są przeciętnie 10- krotnie wyższe.Tak, wystarczy tylko zmienić zwyczaje żywieniowe ludności, to proste jak wiadomo, szczególnie w biednych krajach.
Wystarczy myć ręce, żeby zapobiegać wielu groźnym chorobom.
Wystarczy przekonać do złotego ryżu zamiast białego, to nie jest proste i bez oszołomów bo siła tradycji jest ogromna a problem dotyczy biednych i niewykształconych.
Marchew dostarcza z 1 ha 30 – 40 razy więcej beta karotenu niż złoty ryz.
Druga sprawa – nie uwaza Pan ze jednak pomimo wszystko strona anty-GMO posluguje sie bardziej metodami marketingowymi aby grac na emocjach i odciagac od zetelnej dyskusji niz strona pro-GMO? Niech Pan spojzy chociaz na obrazek jakiejs Pani w masce gazowej na polu. To zdjecie znajduje sie w linku do artykulu ktory Pan udostepnil. Niech mnie Pan nie zrozumie zle, tez uwazam ze akurat w Europie jedzenia mamy na tyle ze nie potrzeba nam GMO, ale to co robi strona anty jest po prostu zenujace.
Subskrybuj:
Posty (Atom)